Cezary Barański
prywatny serwis internetowy
honlápja
Spod klawiszy i pióra
Czasem coś piszę. Zawsze miałem opory przed publicznymi wypowiedziami. Zdawanie egzaminów ustnych było dla mnie dość trudnym zadaniem. O ileż łatwiej było mi wypowiedzieć się pisemnie. Głównie dlatego, że pisząc można pomyśleć nad tym co przekazać i jak przekazać; mnie zwykle krępowało audytorium, które słucha tego co mówię, reaguje, a ja wolę powoli, pomyśleć, znaleźć słowa...

To pisanie zacząłem kilka lat temu, namówiony przez moich internetowych przyjaciół. Wiosną 2003 roku trafiłem na forum pewnego znanego aktora, zwabiony tam tym, że taka postać, że film, że teatr, telewizja, a rozmawia z uczniami, żołnierzami, strażakami czy z innymi, którzy tam się pojawiali. Spodobało mi się tam, choć szybko ów aktor przestał być najważniejszą dla mnie atrakcją tego miejsca. Poznałem tam wielu ludzi, każdy wyjątkowy, i szybko przekonałem się, że magię tego miejsca tworzą właśnie oni. Kiedyś napisałem, że owszem, aktor jest przyczyną, dla której pojawiłem się tam, ale nie jest powodem, dla którego tam bywam.
W ciągu blisko dziewięciu lat mojego pobytu na tym forum, zmieniał się wachlarz jego uczestników, jedni wpadali na krótko i później słuch po nich zaginął wraz ze wspomnieniami, inni wpadali w pamięć głęboko i choć poruszali się już po innych zakamarkach Internetu, to ich duch czasem dawał znać o sobie, a są tacy, którzy napędzają to miejsce i codziennie dają mu życie.
Krótko po mnie trafił tam pewien Krakus. Człowiek nietuzinkowy, który miał spory bagaż doświadczeń życiowych - o tym dowiedziałem się później, z naszej dość sporej korespondencji, która nawiązała między nami nić sympatii, nawet po trosze przyjaźni - a nam dał się poznać jako fraszkopis i fotograf. Bawiliśmy się tam wtedy w pisanie bajek czy rymowane polemiki. Kochanoski dał mi impuls do spróbowania swych sił w składaniu rymów. To w odpowiedzi na jego wezwanie napisałem pierwszą fraszkę, później inne i brałem czynny udział w tych zabawach. To, co z nich zapisałem postaram się tu umieścić. Kiedy Kochanoski przestał odwiedzać wspomniane forum, takich zabaw już nie było, ale we mnie została świadomość, że pewne myśli czy emocje można wyrazić wierszem czy rymem i od czasu do czasu to robię.
Do spisywania swoich myśli w lekkiej formie krótkiego felietonu namówiła mnie z kolei Ewa, moja warszawska przyjaciółka ze wspomnianego forum. Któregoś wyjątkowego popołudnia spotkaliśmy w trójkę na placu Zamkowym w Warszawie, by poznać się osobiście. W trakcie tego miłego spotkania Ewa powiedziała, że wnioskując z moich forumowych wypowiedzi i prób rymowania, zaryzykuje stwierdzenie, że pisanie felietonów również nieźle by mi poszło. Potraktowałem to stwierdzenie z całą powagą, ale odparłem, że chyba nie umiałbym, bo felieton wymaga sprawności nie tylko w palcach, ale przede wszystkim w głowie i o tę drugą sprawność raczej siebie nie podejrzewam. - Spróbuj, a zobaczysz - powiedziała. No dobrze, spróbowałem. Ale jest jeszcze coś, o czym wtedy przed Zamkiem nie pomyślałem: felieton wymaga systematyczności, a z tym mam prawdziwe kłopoty. Najgorzej jest usiąść do tematu. Kiedy zacznę - idzie, tylko kiedy zacznę?!

Nie tylko tych dwoje ze wspomnianego forum było dla mnie ważnymi postaciami. Mimo, że już nie biorę udziału w jego życiu, to jest to dla mnie ważne miejsce. Stąd nie powinno dziwić, że innych też tu wspomnę, bo wiele z moich rymów im zostało poświęconych. I mam nadzieję, że czytając tutaj te fraszki, limeryki czy życzenia im przeznaczone, odnajdą jedynie wzruszenie i wspomnienie okoliczności, w których powstały, a nie będą mieć pretensji, że autor je opublikował ponownie.
Ostatnie zmiany 12.6.2012 r.
Odwiedziny serwisu dzisiaj - 30; razem - 97048.
© Cezary Barański ctb(at)ctb.hu